Wstaję rano, rozsuwam zasłony. Widzę tą samą szarą ulicę co zawsze od lat. Z góry dochodzą torturujące moje wrażliwe uszy dźwięki techniawy.
Odpalam Czesława by zagłuszyć tego debila, który lada dzień wyleci zaćpany przez okno własnego mieszkania. Oby nie zatrzymał się na moim balkonie.
Jestem Babrun. Sąsiedzi twierdzą, że jestem dziwakiem tylko dlatego, że nie jestem wiksiarzem jak 5 innych osób w moim wieku, którzy mieszkają w tej samej kamienicy. Dodam jeszcze, że większość czasu spędzam na uczelni bądź w Bohemian Cafe albo w plenerze z blokiem rysunkowym, zestawem ołówków, węglem i (ostatnio dość często)lustrzanką od babci. Babcia jest kochana, pomimo, że co chwilę ma nowego "chłopaka". Nie wiem jak ona to robi. W jej wieku? No cóż. Pozostaje mi pogratulować długowieczności.
Na klatce schodowej jak zwykle zaczepia mnie dozorczyni. Jak zwykle pyta mnie o zdrowie, po czym szybko schodzi na temat czynszu. Jak zwykle opowiadam "dobrze" i idę dalej.
Przechodząc koło sklepu spotykam Kotę, która zawsze się do mnie łasi. Wziąłbym ją do domu, ale nie stać mnie na kota. Mogę ją jedynie głaskać gdy wychodzę z domu.
Może kiedyś dokończę nudny dzień Babruna...
Chcę cofnąć czas do czasu mazur...













